Krótka historia małej czarnej

Krótka historia małej czarnej

Ponadczasowość. Klasyka. Szyk. Styl. Elegancja. Co jeszcze może nam się kojarzyć z małą czarną? I nie mam tu wcale na myśli pobudzającej czarnej kawy, lecz sukienkę którą powinna mieć w szafie każda kobieta. To nie tylko must-have zafiksowanych na punkcie mody szafiarek. Mała czarna jest dzisiaj, jak ręka i noga…trudno się po prostu bez niej obejść.

Głównym atutem tej sukienki jest po prostu jej uniwersalność. Idealnie pasuje ona na każdą okazję: randkę z niedawno poznanym przystojniakiem, imieniny u babci, czy też może dziką imprezę do białego rana. Co więcej, czarny jest kolorem wyjątkowo ukochanym przez żeńską część społeczeństwa, ponieważ wyszczupla. A która z nas nie pragnie zamaskować tych dodatkowych tu i ówdzie fałdek tłuszczyku?

Małą czarną znajdziecie też bez problemu na Domodi.pl, w różnych wzorach i fasonach.

Jeżeli więc również fascynujecie się światem sukienek, tak mocno jak ja, to zapraszam Was dzisiaj w krótką podróż, dzięki której historia mody oraz jej powiązania z kulturą popularną, nie będą już Wam obce.

Henry Ford tak się ma do Coco Chanel, jak…

No właśnie, jak? Warto bowiem wiedzieć, że mała czarna została spopularyzowana w latach dwudziestych dwudziestego wieku przez słynną projektantkę mody Coco Chanel. Gabriel zamieściła zdjęcie prostej i krótkiej, sięgającej do połowy łydki sukienki w amerykańskim Vogue. To najważniejsze kobiece pismo w świecie mody, okrzyknęło sukienkę mianem „Chanel’s Ford”. Niczym „Ford T” produkowany w latach 1908-1927 przez fabryki Forda na całym świecie, tak i mała czarna dostępna była dla kobiet ze wszystkich klas społecznych.

Słynna filmowa inspiracja

Audrey Hepburn w filmie „Śniadanie u Tiffany’ego”, wyznaczyła nowe standardy noszenia naszego modowego klasyka. To tam mała czarna zaprojektowana przez Huberta de Givenchy (tak, tego który założył słynny dom mody), zestawiona została razem z perłami. Całość ochrzczona nazwą „basic black”, po dziś dzień stanowi synonim dobrego smaku w stylu retro.

A co na to księżna?

Także kobiety z wyższych sfer, nie potrafiły się obejść bez czarnej sukienki. Wspomnijmy tutaj o Wallis Simpson, czyli żonie księcia Windsoru Edwarda. Wallis notabene znana z upodobania do luksusu i rozrzutnego stylu życia, posiadała w swojej garderobie kilka czarnych sukienek. Słynne stały się również słowa księżnej „When a little black dress is right, there is nothing else to wear in its place”.

Z muzyczną nutą w tle…

Małą czarną zakładała także Edith Piaf, będąca jedną z najsłynniejszych francuskich piosenkarek. Dzięki temu publiczność skupiała się bardziej na jej występach, niż aparycji. Sami przyznajcie…to całkiem sprytny chwyt, nieprawdaż?

Tym którzy chcą się pośmiać mogę za to powiedzieć, że dyrektor Royal Opera House (inaczej Covent Garden Theatre), czyli jednego z najważniejszym gmachów operowych w Londynie, zwolnił amerykańską artystkę sopranową Deborę Voight…ponieważ nie potrafiła zmieścić się w małej i czarnej koktajlowej sukience, będącej jednym z kostiumów. Oczywiście cała sprawa, odbiła się dość głośnym skandalem.

Ocena: 5.0/5, 1 głos.
przeliczanie głosów...

udostępnij

  • Nina

    Mała czarna zawsze będzie modna, bo przede wszystkim jest bardzo uniwersalna i ponadczasowa, a więc pasuje do każdej okazji. Albo prawie każdej.