Każdy kojarzy to nazwisko, kojarzy tę urodę, ten szyk i grację, a zaraz potem dobre i piękne serce jednej z największych i najbardziej kultowych aktorek amerykańskiego kina. Audrey Hepburn żyła wprawdzie w czasach Marylin Monroe, ale słynna seksbomba nie zdążyła przyćmić jej delikatnej urody i niewymuszonej elegancji. Choć obu tym paniom nie można z całą pewnością odmówić tego, że stanowią ikony swych czasów, były one niczym planety krążące po odrębnych orbitach, a każda z nich przyciągała zgoła innymi przymiotami. Dziś przyjrzymy się jednak tej pierwszej, filigranowej piękności o wielkich oczach, uroczym uśmiechu i talii osy — niezwykłej Audrey.
Platońska więź z designerem
To oczywiście blog o ubiorze, a nie o miłości, nawet tej największej i najbardziej pożądanej, więc o ile tytuł może być nieco mylący, zawiera w sobie pewną dwuznaczność. Romans pomiędzy Audrey Hepburn i Hubertem de Givenchy był czysto platoniczny i związany nierozerwalnie z ówczesnym światem mody. Połączenie talentu jednego z najlepszych projektantów świata z nieskazitelnym gustem ślicznej, ogromnie oryginalnej aktorki stworzyło mix doskonały, który do dziś śledzić możemy w filmach z Hepburn w roli głównej, a także w dawnych kronikach towarzyskich.
Współpraca ta zaczęła się w 1953 roku, gdy Audrey odwiedziła dom mody Givenchy w Paryżu podczas przygotowań do filmu Sabrina. Młody projektant spodziewał się spotkania z inną Hepburn — starszą Katharine — i był początkowo rozczarowany, gdy w drzwiach stanęła drobna, nieznana wówczas aktorka. Jednak już po kilku minutach zrozumiał, że ma do czynienia z wyjątkową osobą o unikalnej sylwetce i wrażliwości estetycznej.
Kreacje filmowe jako manifest stylu
Choć Audrey twierdziła, że sekret jej urody tkwi w tym, że matka kazała jej stać prosto i palić co najwyżej sześć papierosów dziennie, nie są to na pewno jedyne powody, dla których została muzą tak wspaniałego designera. To właśnie Givenchy ubierał ją do wszystkich jej najsłynniejszych filmów, począwszy od ekranizacji prozy Trumana Capote’a — Śniadania u Tiffany’ego, a skończywszy na urokliwych komediach typu Zabawna buzia.
Kreacje, z których słynie aktorka i dzięki którym magazyn Vogue okrzyknął ją najlepiej ubraną kobietą wszech czasów, pochodzą właśnie z jej najsłynniejszych produkcji filmowych, a każde szanujące się wielbicielki mody do dziś szukają w nich efektownych inspiracji. Kultowa mała czarna zawitała w szafach wszystkich kobiet na całym świecie, a o eleganckiej sukni i sznurze pereł, w jakich Audrey pokazała się w Śniadaniu u Tiffany’ego, marzy niemal każda z pań. Do codziennych stylizacji weszły z kolei wygodne, zgrabne cygaretki i baleriny, które stanowią bardziej komfortową alternatywę butów na wysokim obcasie, wciąż prezentując się kobieco i elegancko.
Czarna suknia z satyny z odkrytymi ramionami, zaprojektowana przez Givenchy’ego do sceny przy oknie wystawy Tiffany’ego, stała się symbolem ponadczasowej elegancji. Co ciekawe, oryginalny projekt został lekko zmodyfikowany przez Edith Head, kostiumografkę odpowiedzialną za produkcję, ale to właśnie wizja francuskiego projektanta zdominowała estetykę filmu.
Ponadczasowe elementy garderoby
Wpływ duetu Hepburn-Givenchy wykracza daleko poza ekran. Aktorka nosiła projekty Huberta zarówno podczas oficjalnych wystąpień, jak i w życiu prywatnym, co sprawiło, że jej ubiory stawały się obiektem fascynacji milionów kobiet. Współczesne interpretacje tych rozwiązań, inspirowane estetyką lat 50. i 60., odnaleźć można w kolekcjach nawiązujących do stylu retro, który nigdy nie wychodzi z mody.
Szczególnie popularne do dziś pozostają:
- Czarne baleriny z kokardką — wygodne, a jednocześnie niezwykle kobiece obuwie, które Audrey nosiła zarówno na co dzień, jak i podczas eleganckich wyjść
- Wąskie spodnie typu cigarette — podkreślające smukłą sylwetkę, idealnie komponujące się z prostymi bluzkami i golfami
- Apaszki jedwabne — noszone na szyi lub we włosach, dodające stylizacjom lekkości i paryskiego szyku
- Okrągłe okulary przeciwsłoneczne — model spopularyzowany w filmie Śniadanie u Tiffany’ego do dziś jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych akcesoriów
- Minimalistyczna biżuteria — delikatne perły, proste kolczyki i bransoletki, które podkreślają elegancję zamiast ją przytłaczać
Symbiotyczna współpraca dwóch artystów
Podobno każda z kreacji wielkiego Huberta de Givenchy modyfikowana była lekko poprzez dodanie jednego charakterystycznego, wybranego przez Audrey elementu, który nieco zmieniał całość, lecz jej nie przyćmiewał. Duet, który okazał się niezwykle zgrany zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym, uzupełniał się zatem idealnie, tworząc nowe kanony mody przez duże „M” i wprowadzając swe pomysły na ulice. Givenchy stworzył ikonę stylu, Hepburn stworzyła projektanta, a oprócz niezwykłych sukni i stylizacji, jakie były ich wspólnym dziełem, do dziś poczuć możemy zapach ich cudownej współpracy w perfumach L’Interdit, które niegdyś stworzone specjalnie dla aktorki, noszone mogą być dziś przez każdą z nas.
Audrey miała niezwykłą umiejętność wybierania projektów, które pasowały do jej osobowości. Nie gonił jej pęd za ekstrawaganckimi trendami — zawsze stawiała na prostotę linii, wysoką jakość wykonania i subtelność detali. Givenchy zrozumiał tę filozofię i tworzył dla niej ubrania, które były jednocześnie wyrazem jej charakteru i dopełnieniem jego artystycznej wizji.
Dziedzictwo wykraczające poza modę
Audrey Hepburn nie była jedynie ambasadorką mody — w późniejszych latach życia zaangażowała się w działalność charytatywną jako ambasadorka dobrej woli UNICEF. Jednak to właśnie jej wizerunek wykreowany wraz z Givenchy’m pozostaje w pamięci pokoleń jako wzór prawdziwej klasy i wdzięku.
Ich przyjaźń przetrwała ponad cztery dekady, aż do śmierci Audrey w 1993 roku. Givenchy zaprojektował dla niej ostatnią kreację — prosty biały kaftan, w którym została pochowana. To symboliczne zakończenie relacji, która zmieniła oblicze mody XX wieku i pokazała, że prawdziwa elegancja nie potrzebuje krzyku ani przesady.
Uwielbiam Audrey Hepburn 🙂 piękna kobieta. No i ikona stylu.